Python nie poszedł w odstawkę, choć nie poświęcam mu tyle czasu, ile faktycznie bym chciał. Jestem na etapie operowania funkcjami, przede mną słowniki, operacje na plikach i bazy danych. W przerwach między dawkami wiedzy – zadania ze SPOJa albo zbioru ćwiczeń. I tak to się kręci.
Dostrzegłem, że niebawem czeka mnie kolejne poszukiwanie źródeł – już nieco bardziej zaawansowanych niż podstawowe kursy. Może mając już na koncie ileśtam kilobajtów napisanego kodu przekonam się do Dive Into Python albo kursu Marcina Młotkowskiego? I nie mogę już patrzeć na przewodnik van Rossuma. Ciężko się go czyta i nic mi po nim nie zostaje w głowie.
A ponieważ od niedawna udostępniam miejsce na serwerze, to wymyśliłem sobie projekt do napisania po skończeniu kursu Jakuba Swachy – system do rozliczania użytkowników. Trochę szkoda, że w Site5 nie ma API do panelu administracyjnego (w FastNext.com takowe jest), to może poćwiczyłbym dogadywanie się z innymi interfejsami.
Nadal siedzę przy instrukcjach warunkowych, pętlach, listach i krotkach. Postanowiłem sobie, że dopóki nie nabiorę jako takiej biegłości w operowaniu nimi, nie ruszę dalej. A nie jest to proste dla kogoś, kto pierwszy raz w życiu iterował na elementach listy, a nie liczbach całkowitych.
Zacząłem robić zadania na SPOJu. Oczywiście najłatwiejsze idą na pierwszy ogień.
Notatki z dzisiejszej nauki instrukcji warunkowych:
uważać na znak równości (==) i operator przypisania (=). Ja wiem doskonale, że się od siebie różnią i czym się różnią. Nie przeszkadza mi to jednak mylić je w trakcie pisania, co na szczęście interpreter wychwytuje (jak na razie). Do czasu, aż napiszę jakiś większy program i błąd będzie nie do wychwycenia.
Jakub Swacha pisze, że przy porównywaniu napisów kryterium jest kolejność leksykograficzna. Na przykład:
Przerobiłem dzisiaj trzy lekcje z kursu J. Swachy. Pobawiłem się trybem interaktywnym, potrafię przeprowadzić proste operacje matematyczne, wczytać dane od użytkownika i manipulować nimi w prosty sposób.
Myślałem, że nie będę musiał tego pisać, ale najwyraźniej nie dla wszystkich pewne sprawy są oczywiste.
To do tych, którzy w przeszłości, w teraźniejszości lub w przyszłości zamierzają się zdziwić, że „znowu” bloguję, mimo że miesiąc temu zamknąłem ostatni blog z hukiem, a na stronie domowej mam napisane „bloger w stanie spoczynku”. A także do tych, którym wydaje się, że bloguję zamiast programować.
Mimo że wciąż nie dokonałem wyboru co do środowiska programistycznego (z jednej strony oficjalna dystrybucja Pythona, z drugiej ActivePython – i to kusi, i to nęci…), postanowiłem w końcu zebrać wszystkie możliwe źródła wiedzy na temat Pythona. Zgodnie z tym, co pisałem wcześniej, zamierzam z tej listy wybrać jeden kurs oraz jeden zestaw ćwiczeń, wydrukować i przerabiać rozdział po rozdziale (reszta pozostanie tylko w formie elektronicznej). Na razie skupiłem się wyłącznie na źródłach internetowych i to głównie w języku polskim, choć kilka anglojęzycznych pozycji też się znalazło.
Ułożyłem w końcu plan działania, o którym wspominałem wcześniej. Jest mocno uogólniony, a jednocześnie na tyle konkretny, by po spojrzeniu na niego zawsze mieć coś do zrobienia. No to do rzeczy.
Celem działań zawartych w tym planie jest opanowanie przeze mnie języka Python w stopniu umożliwiającym tworzenie własnych aplikacji sieciowych. Z racji tego, że moje dotychczasowe działania były zorientowane właśnie na internet, ten kierunek wydaje mi się najbardziej naturalny i oczywisty. Oczywiście nie wykluczam po drodze także innych opcji, takich jak choćby skrypty na własny (i nie tylko) użytek.
…mojej kariery jako programisty. Jeśli tylko na dzień dzisiejszy można to nazwać karierą. ;)
Wszystko zaczęło się gdzieś na początku lat dziewięćdziesiątych. Podejrzewam, że w okolicach 1993 albo 1994. Miałem Atari 65XE, który służył początkowo do dwóch celów: modlenia się, aby gra z kasety magnetofonowej nie wykrzaczyła się w dwudziestej minucie wczytywania, oraz zabawy tym białym prostokątem na niebieskim tle. Przynajmniej dopóki nie nauczyłem się biegle czytać i pisać, czyli gdzieś tak do roku 1995.
Nurkuję w Pythonie. Już sam tytuł bloga mówi dużo o tym, co tu się znajdzie. Nie będzie o parzeniu kawy ani ujarzmianiu węży, lecz o programowaniu. Ale chwila, jakim programowaniu?
Zaczęło się od niewinnej myśli o tym, żeby wrócić do nauki programowania (wrócić, a nie zacząć – ale o tym innym razem). Po kilku zdaniach z ^maxik.iem i długiej przechadzce po internecie padło w końcu na Pythona. Ażeby jednak entuzjazm nie uleciał po kilku dniach (godzinach?) zabawy, postanowiłem założyć bloga, w celu dokumentowania efektów nauki i motywowania się. Innymi słowy, celem tego miejsca, oprócz dzielenia się spostrzeżeniami i spowiadaniem się z lektury źródeł i przerabiania ćwiczeń, jest mówienie mi „rusz tyłek, nikt za Ciebie tego nie zrobi”.